poniedziałek, 19 września 2016

Co należy i co warto

Wczoraj jakiś byłem zrezygnowany i zniechęcony. Tym, że - tak w przenośni - czasem trzeba ciągnąć wóz samemu. A to jeszcze nie dość, bo po drodze psują ci się wszystkie koła. Trzeba cierpliwie naprawiać. 

Potem posiedziałem z dziećmi na placu zabaw. Usiadłem na karuzeli, popatrzyłem jak się bawią. Tym razem nie absorbowały jakoś mojej uwagi. Same się zabawiły; piłką, piaskiem... Proste to było i beztroskie. Bez zastanawiania się, co należy lub co warto. Ale się robi to, co fajne. A ja? Co ja chcę robić?
 
Wróciliśmy do domu. Zjedliśmy obiad. Nie wiem, czy A. przygotowała go, bo tak należało, czy bo było warto, czy dlatego, że to było fajne. Jak ją znam, to pewnie wszystko po trochu. Na pewno fajnie było go zjeść.
 
I fajnie było chwycić potem za ukulele, grać i śpiewać. Mimo dźwięczących z tyłu głowy obowiązków. Skończyłem, kiedy się zmęczyłem. A biorąc się w ostatniej chwili za sprzątanie, stwierdziłem w duchu, że tak właśnie należało. I było warto.

poniedziałek, 7 grudnia 2015

Dziwny, dziecinny, dorosły Jaś

Wpis o tym, jak przypomnieć sobie, że się jest dorosłym i jakie to fajne.

Mlaskałem jeszcze ze smakiem na myśl o burgerze „Jaś”, którego dostałem w „Jasiu i Małgosi” – na Jana Pawła. W głowie symbolicznie zaszumiał beczkowy żywiec, spożywany w towarzystwie M., który opowiadał o Portugalii i swoich zaręczynach. Prawdopodobnie nie smakowałby mi, gdyby nie ten burger i gdyby nie opowieść M. o urokach Sintry, Lizbony i Cascais. Zawsze, bez względu jak zacny jest lokal, podejrzliwie patrzę na te kraniki, na lejący się z nich złoty płyn, jakby jaśniejszy niż ten z butelki. Ile tam dodali wody – myślę i,

poniedziałek, 23 listopada 2015

Odrobiłeś lekcje?

Słoneczny dzień, czyste biurko. Zeszyt od matmy i zbiór ćwiczeń. 2a, 2b, 2c, 2d… Odhaczam kolejne zadania. Jeszcze z polskiego – charakterystyka do napisania. I geografia… Wreszcie kończę. Idę się pobawić.

— A dokąd idziesz, Jasiu, odrobiłeś lekcje?
— Odrobiłem.

Odrobiłem. Wspaniałe słowo. Odrobiłem zaległości. Odrobiłem straty. Odrobiłem bieżące sprawy. Odpracowałem. Nadgoniłem. Wyczyściłem. Wcześnie, od razu. Zrobiłem to, co w tamtym momencie należało zrobić. Ale teraz jest już nowy moment i robię to, co uważam za dobre, fajne, pożyteczne, potrzebne, miłe, zabawne… Jakkolwiek. Nic nie tracę. Mam na to czas. Jestem wolny. Jestem zadowolony. Jestem sobą.

sobota, 17 października 2015

Przez chwilę na szczycie

Zapisuję myśli – idee, emocje – skrótowo na świstkach, na dłoni, w telefonie... Wiele z nich gubię, nie rozpoznaję i ostatecznie porzucam, ale te trzy słowa nie pozwoliły o sobie zapomnieć: "sinusoida szczęścia - tak!"

Nie wiedziałem, skąd to się wzięło, ale zacząłem myśleć od nowa. Leżałem w łóżku, czekając na A., starając się nie zasnąć. Przypomniała mi się piosenka Republiki "Tak długo czekam", która ostatnio często gra w samochodzie, bo słuchamy jej z albumu "Ciechowski. Spotkanie z legendą" (polecam). O, proszę, nawet w tej piosence pobrzmiewa ta prawda, że raz jest lepiej, a raz gorzej.

piątek, 18 września 2015

Filmoterapia w parach

Chociaż nie jestem fanem kina (niewiele godzin spędziłem przed ekranem), doceniam to, co filmy potrafią wyczyniać w duszy. Jak zmieniają nastawienie, oceny, postępowanie i relacje człowieka. I o tym opowiadam dzisiaj – jak zawsze osobiście.

Ci, którzy mnie znają, wiedzą, że nie jestem filmożercą. Temat filmów – jeden z tych, które rozpalają dyskusję nawet w skrajnie niemrawym towarzystwie – to dla mnie żaden temat. – „A oglądałeś to?”  – „A, to… No, fragmenty…” Większość filmów oglądałem „fragmentami” zajęty jakąś pracą na komputerze, raz po raz zerkając przez ramię, co tam leci w telewizji. Bo tata, bo siostra, bo ktoś włączył. Filmy, które zobaczyłem z czystej miłości do kina, samotnie, mógłbym policzyć na palcach jednej ręki.

czwartek, 2 lipca 2015

Idź nad morze, przewietrzysz głowę

Przez tydzień mogłem cieszyć się urokami plaży i bliskością żywiołu morskiego. W tym miejscu, w tym szumie słyszałem wiele szeptów, na które gdzie indziej próżno bym nadstawiał ucho. Notowałem je…

1. Zbudowałem zamek z piasku – dobrze jest patrzeć, jak opiera się falom, chociaż wiem, że to tylko przez chwilę. 

Przyszedłem nazajutrz, stał jeszcze, ale podmyty, spłaszczony, wygładzony wodą i wiatrem. Powoli zmierzał do wtopienia się w kształt jedynie słuszny tutaj, płaszczyznę plaży, podnoszącą się delikatnie ku wydmom i lasowi. Zabrałem się ponownie do pracy. Obok zamku wyrzuciłem drugą hałdę. Połączyłem ją ze starą. Wzmocniłem wszystko i podwyższyłem, pogłębiłem fosę.

piątek, 26 czerwca 2015

Wyzwanie na dzień ojca

Jednym z największych wyzwań, związanych z ojcostwem, jakie odkryłem i jakie przede mną stoi, jest miłość. A konkretnie to, by jako tata nie zepsuć tego, co naturalne: miłości dziecka i jego chęci przypodobania się. 

Podejrzewam, że ten tekst jest tyle osobisty, co uniwersalny. Innymi słowy, wierzę, że każdy może w moich doświadczeniach zobaczyć kawałek własnych zmagań.

Pamiętam, że gdy byłem mały, nosiłem pewien uraz do swojego taty. (Brzmi znajomo?) Jako dziecko byłem świadomy swojej zależności od rodziców i ich przewagi. Nota bene ostatnio przeczytałem pewną myśl Janusza Korczaka: „nie bierz tego do siebie – mówi dziecko – gdy krzyczę, że cię nienawidzę. Nie ty jesteś moim wrogiem, ale twoja miażdżąca przewaga”.