piątek, 27 lutego 2015

Facebook: stop. Życie: start

Czas na męską decyzję: opuszczam tę łajbę. Nie będę już siedział na fejsie. Ale dzisiejszy tekst nie będzie tylko o facebooku. Będzie też o marzeniach i zachłanności na życie, na misję i na zabawę.

Nosiłem się z zamiarem odcięcia od facebooka już długi czas. Kiedyś postanowiłem urządzić sobie post od tego. Słowo „post” jest tu o tyle trafne, że „fejsem” karmimy się wszyscy – my, którzy zaglądamy tam przynajmniej kilka razy dziennie. No i udało mi się. Przez miesiąc nie tknąłem niebieskiej ikonki „f”. Ale potem wróciłem do starych nawyków.

Z jednej strony przeszkadzało mi to. Po pierwsze dlatego, że czułem, jak

niedziela, 22 lutego 2015

Ula rodzi się szybko

Obiecałem, że napiszę coś o porodzie. Robię to… z dystansem z dwóch powodów: po pierwsze, minęło półtora miesiąca. A po drugie, był to poród mojego drugiego dziecka. Przeżyłem go jakoś spokojniej.

Po cichu A. marzyła o porodzie w domu. Z drugiej strony spodziewała się, że to wcale nie byłoby dla niej najlepsze. Stres wywołany obawami, czy naprawdę obędziemy się bez lekarza i szpitala, byłby chyba większy niż stres powodowany samą obecnością w szpitalu. Mieliśmy złe wspomnienia po narodzinach Fi. w Szpitalu Św. Rodziny na Madalińskiego. Nawet nie z powodu zastrzeżeń do personelu albo ogólnego standardu, po prostu trafiliśmy na dość gorący okres:

piątek, 30 stycznia 2015

Wzdychająca para i galareta

Siódmego stycznia urodziła nam się Ula, a mój świat stanął do góry nogami. – Dwójka dzieci – myśli ojciec dotychczas jednokrotny – to nie przelewki! – Jak sobie z tym (nie) radzę? O tym właśnie piszę dzisiaj.

— Ech! – Wzdycha A., zmęczona po pracowitym dniu.
— Ech! – odpowiadam bezwiednie, a tak szczerze, jak nigdy. I wtedy olśnienie! Mówię żonie: – Aguniu, znów jesteśmy jak narzeczeni!
— Jak to? – Pyta zdziwiona.
— Jesteśmy wzdychającą parą!
— Dobre sobie! – Westchnęła raz jeszcze, tym razem ze śmiechem.
A zatem przyszło nam salwować się poczuciem humoru. Zwłaszcza, że mi (przynajmniej) nie było wesoło. Jeszcze tydzień temu notowałem:

wtorek, 6 stycznia 2015

Jestem małym Jasiem

Każdy ma tyle samo czasu: dwadzieścia cztery godziny. A że się nie daje rady, że w rutynie coraz więcej jest obowiązków, a coraz mniej zabawy – to inny problem. Można uciekać, chować się… albo podjąć wyzwanie: będzie inaczej!

„Jestem małym Jasiem / nikt nie widzi mnie / będę spał pod kocem / tak, jak tylko chcę”. Kiedy mówię, a właściwie nucę te słowa, moja żona już wie, o co chodzi i jaki jest ciąg dalszy mojej małej piosenki-mruczanki. Najpewniej skończy się tak, że zasnę nie tam, gdzie trzeba. Cóż poradzić, kiedy poduszka tak się uśmiecha, a kanapa

środa, 24 grudnia 2014

Córeczka i dobroć bez limitu

Już tylko ledwie ponad tydzień dzieli nas od spotkania z naszą córeczką. A ja wcale tego jakoś nie czuję – trochę nieświadomy, że już zaraz wydarzy się coś bardzo ważnego.

— Kasia urodziła! – Oznajmiła mi radośnie A., chyba tydzień temu.
— O, nie, tylko nie to. – Odpowiedziałem od pały i bez sensu, dla żartu… Bo właściwie co miałem odpowiedzieć? Cieszę się oczywiście, że przyjaciołom z kościoła urodziło się dziecko, niejednym zresztą. Słyszałem przynajmniej o trzech narodzinach z listopada i grudnia, wśród naszych znajomych. No, ale wiadomo, że o wiele więcej radości sprawi mi moja własna córeczka. Pierwszego stycznia – to tego dnia mamy spodziewać się porodu.

niedziela, 7 grudnia 2014

Prawie jak bogowie

Widzieliście film „Bogowie” z Tomaszem Kotem? No właśnie, doskonały, prawda? Takich filmów mi potrzeba, które dobrze się ogląda, ale też trudno je zapomnieć, pozostać obojętnym. 

Do kina wybrałem się około tygodnia po premierze 10 października. I może dobrze, że piszę o tym dopiero teraz, bo nie ma obawy, że ktoś będzie miał do mnie żal, bo zdradzam istotne elementy fabuły. Ale jeśli wciąż chcesz obejrzeć „Bogów” na świeżo, to ostrzegam, nie czytaj mojego wpisu. To oczywiście nie jest recenzja. To jest inspiracja. 

Profesor Zbigniew Religa – główny bohater – to postać autentyczna. Chyba każdy Polak o nim słyszał, choćby dlatego, że przez pewien czas był ministrem zdrowia. Ale w filmie pokazany jest przede wszystkim

niedziela, 23 listopada 2014

Pochwała niecierpliwości

Wiadomo, że od dzieci można się wiele nauczyć. Właśnie odkryłem kolejną rzecz, w której mogę naśladować mojego syna.

Fi. staje się coraz zręczniejszy, sprawniejszy. (To jeszcze nie to.) Chód ma pewny, czas na naukę biegania, skakania, wspinania się na coraz wyższe i trudniejsze meble, konstrukcje. Sprawia mu to sporo radości, ale też nie jest w tej nauce szczególnie prędki. Widzimy to po jego rówieśnikach, którzy włażą i wbiegają wszędzie, gdzie się da. Z jednej strony nie martwi mnie to, bo każde dziecko ma swoje tempo rozwoju, swój charakter, zainteresowania. Bez wątpienia obecnie (i od dłuższego czasu) zamiłowaniem Fi. są książki. Zresztą, to była pierwsza rzecz, jaka