wtorek, 16 września 2014

Zasady i nawyki

Minęło już trochę czasu, ponad dwa lata naszego małżeństwa – okres, po którym – jak twierdzą niektórzy – kończy się tzw. „chemia” w związku i zaczynają piętrzyć nieporozumienia. 

Jednocześnie mogę stwierdzić subiektywnie, że małżeństwo nie jest jakąś trudną sprawą. Wbrew pozorom. Ale wielu osobom sprawia problemy. Dlaczego mi nie sprawia? Czy dlatego, że jestem taki świetny? Bynajmniej. Zacząłem się zastanawiać, co takiego robię (staram się), że jakoś mi to wychodzi, że jestem dobrym mężem (jak twierdzi moja żona)? Nie idealnym, ale „wystarczająco dobrym” – to ładne i słuszne określenie. Oto kilka moich myśli i zasad, których się trzymam na co dzień bardziej lub mniej świadomie.

1.    Za wszystko dziękujcie
To słowa apostoła Pawła (1 Tes. 5:18), które sprawdzają się nie tylko w relacji mąż-żona. Ale w tej relacji zwłaszcza, ze względu na jej intensywność. Dziękuję, że pomyślałaś o moich potrzebach. Dziękuję że

czwartek, 31 lipca 2014

Decyzje na hamaku

To wszystko są rzeczy, które snuły mi się po głowie w czasie tych lipcowych, wolnych dni. Myśli, które przyszły właśnie dlatego, że dni były wolne. Przychodziły podczas spacerów przez łany zbóż, pastwiska, wzdłuż jezior i rzek. Podczas leżenia na łóżku, na hamaku, na batucie…

Zdałem sobie sprawę, że to życie, które tak chcę przemyśleć, dzieje się teraz. Zaczęło się od tego, że w czasie urlopu przestałem pracować i używać internetu, z wyjątkiem mapy google w telefonie, żeby sprawdzić dojazd tu i tam. – To jest życie! – Myślałem. Zająć się żoną, dzieckiem, nie troszczyć o to, że nie wykorzystałem czasu, jak należy. Jeśli mam ochotę się położyć, to po prostu kładę się. I nic nie robię.

środa, 25 czerwca 2014

Czas dany i zadany

Piszę: to tylko kilka przebłysków zdarzeń, które minęły jak sen razem z długim weekendem i moim drugim Dniem Taty. Przytrafiły się, a nie musiały – to chyba powód do zadowolenia.

— Sześć złotych opłata jednorazowa. – Tonem niemal szarmanckim, z lekkim akcentem „warsiaskim” powiedział pan parkingowy. Spojrzałem na jego jaskrawożółtą kamizelkę, a potem jego twarz, na której zachodzące słońce znaczyło każdą zmarszczkę. Wyglądał na emeryta, który dorabia sobie tutaj, przed Teatrem Powszechnym, ale ta banalna sytuacja skrywa strasznie ciekawą historię jego życia, którą chętnie bym usłyszał.

Wysupłałem z kieszeni piątkę i jedynkę – właśnie wszystko, co przy sobie miałem. I nie było mi wcale żal, zwłaszcza że

piątek, 13 czerwca 2014

Rety, cztery!

Zajawkę zwykle piszę na końcu, jakby streszczenie. Ale tym razem potrzebuję zbudować odpowiednie napięcie już od pierwszych chwil czytania. Bo mam do powiedzenia coś naprawdę ważnego. Lepiej usiądźcie…

Obiecywałem tydzień temu… - ojej, to już tydzień minął?? Doprawdy… Tak, obiecywałem naprawdę sensacyjny temat. Tak sensacyjny, że nawet musiałem zapytać A., czy mogę o tym napisać, czy już? Mogę powiedzieć wszystkim? Bo rodzina już wie… Pewnie już się domyślacie. Będzie nas czworo! <oklaski>

Czasem zdarzają się w życiu takie rzeczy, które umilają odpowiedź na pytanie „co tam u ciebie” – często kurtuazyjne i kłopotliwe zarazem, bo zmusza do pogrzebania w pamięci i – co gorsza – zastanowienia się, co

piątek, 6 czerwca 2014

Przygody z samochodem

Im więcej masz rzeczy, tym więcej troski. Ta zasada znajduje najpełniejszy wyraz w… samochodach. I nie chodzi tu tylko o koszty utrzymania, stres kupna, sprzedaży. A „koszty” wożenia ze sobą dziecka?

Przyjechali od razu, jeszcze tego samego dnia, w którym zadzwoniłem pod numer wsunięty za wycieraczkę. „Właścicielu! Kupię to auto!” Entuzjazm oferty absurdalnie kontrastował ze rdzą, pożerającą progi mojego szesnastoletniego Nissana. Znajomy przestrzegał mnie przed takimi typami, żeby im nie sprzedawać, bo oszukają, nie przerejestrują, kłopotów narobią. Ale cóż, czy miałem wywieźć na złom? Nieszczęśliwa (bo już niekochana), biała skorupa stała bez ruchu pod moim oknem od lutego i żałośnie pokrywała się warstwą spadających kwiatostanów, tudzież ptasimi kupami, a akumulator nieodwołalnie stracił jakąkolwiek chęć i zapał do współpracy z rozrusznikiem.

piątek, 16 maja 2014

Przed smutkiem chronię się pod parasolem

Nic, tylko smutek, panie – pogoda, że psa by nie wygonił. A nie tylko pogoda! Wszystko takie okropne i akurat tak się składa złośliwie, że co najgorsze – to na mnie i wokół mnie. A gdzie nadzieja?

Dzisiejszy dzień zaczął się tak smutno, jak tylko – w granicach „normalności” mógł się zacząć. Deszcz miarowo pada, bez szaleństwa, lecz wytrwale – jak pies, którego można ciągnąć za pysk kawał drogi, ale zębami nie puści, nie rozluźni uścisku. W tym deszczu zasłaniam się od wiatru parasolem, którego dwa wsporniki z rezygnacją dyndają oderwane od pomarańczowej czaszy. Kolor sztucznego płótna – to chyba jedyna wesoła rzecz tego poranka.

piątek, 25 kwietnia 2014

Pochwały i banały

Pomyślałem, że może dobrze byłoby choćby słówkiem, ułamkowo, wyrywkowo wspomnieć wreszcie i pochwalić się tym, co już umie Fi. Przy okazji parę myśli o pochwałach i zabawach.

Fi. jest bardzo bystry. Chociaż ostatnio przeczytałem coś, co zmieniło moje wyobrażenie o pochwałach. To była taka rada, żeby dziecku nie powtarzać w kółko, że jest mądre, zdolne, bystre, silne itd., a częściej chwalić je za to, jaki włożyło wysiłek, jak przemyślało rzecz, jak się zaangażowało i podkreślać to, że rozwaga, wytrwałość i cierpliwość opłaciły się. To ma uchronić małego człowieka przed kryzysem w razie porażki. Jeśli coś mu się nie powiedzie albo doświadczy serii potknięć i „drobnych katastrof”,