piątek, 8 grudnia 2017

Nóż

— To co, robimy sok? – Przypominam Fi.
— Tak!
— No to najpierw muszę obrać jabłka.
— A ja obiorę banany.
— Świetnie! No, pierwsze jabłko obrane.
— Muszę przekroić banana.
— Chcesz nóż? – Głupie pytanie. Podaję mu.
— Tak. – Fi. bierze i nacina. Próbuje.
— Złap dalej, będziesz mógł pewniej chwycić i się nie potniesz. – Patrzę mu na ręce. – Naciskasz dobrze, ale jeszcze przesuwaj, to wtedy będzie ci szło.
— Tato, zobacz, przeciąłem!
— Brawo! Nauczyłeś się kroić?
— Tak, i stałem się prawdziwym...

czwartek, 7 grudnia 2017

Czyściec

- Tato, ja chcę sok. Musisz mi dać sok! Ale taki czarny! - Fi. Nie zdążył jeszcze zdjąć kurtki i butów.
- Okej, ale nie wiem, czy jeszcze jest, a poza tym może najpierw byś się rozebrał?
- Ale potem sok!
Wziąłem od U. kurtkę i powiesiłem na kołku, po czym niezwłocznie zajrzałem do lodówki.
- Och, niestety. Nie ma, ale co to, przy zlewie stoi pusta butelka po syropie. To chyba ten chciałeś, co? - Odwróciłem wzrok od otwartej lodówki.

- Tato, ja chcę ten sok! - Fi. pokazywał palcem na półkę w drzwiach.
- Ten? To nie sok, to olej z czarnuszki. - Wziąłem do ręki małą buteleczkę.
- Zatem chcę olej z czarnuszki.
- Jesteś pewien? - Dałem mu powąchać
- Tak, jestem pewien.
- No dobra... - Wziąłem małą łyżeczkę i nalałem pół. Nie to, żebym mu tego drogiego płynu żałował, ale już się spodziewałem... no

środa, 6 grudnia 2017

Odruchy

Parę dni temu odinstalowałem kilka aplikacji: whatsapp, viber, messenger, instagram, twitter, dawniej też facebook. Na telefonie zostawiłem sobie jeszcze klienta poczty. I oczywiście pozostaje jeszcze pisać smsy i dzwonić. Czyli to, co w zwykłym telefonie, o jakim marzę. Marzę, bo mnie nie stać. Nie stać w sensie odwagi, bo pieniądze bym na to znalazł.

Jakkolwiek, jestem już bliżej niż dalej. Wciąż ważę: ile korzyści, ile strat. Korzyści odczuwam już teraz; są momenty, jest ich całkiem sporo w ciągu dnia, gdy sięgam po telefon i... po co? Nie, tam już nic nie ma. Nie ma nic do sprawdzenia i przeczytania. Fejsbuk gdzieś tam jest, są też inne rzeczy, ale... można to odłożyć na później. Można. A trochę trzeba. I dobrze, że trzeba. Trochę smuteczek - odwykowy. 

wtorek, 5 grudnia 2017

Czekanie

Nawet w mieście go używam, lubię tempomat. Wrzuciłem czwórkę, sześćdziesiąt i klik, jadę. Myślę tylko: zaraz będzie czerwone, zaraz czerwone. Ale nie, nie będę przesadzać, nie wcisnę gazu. Już i tak przekraczam o dziesięć. Albo o pięć, bo prędkościomierz zawsze zawyża. Trudno. Czerwone, stoję. Stoimy. Tę myśl wypowiadam na głos, A. siedzi obok, uśmiechnęła się tylko. 

Spotkaliśmy się z W & W - przyjaciółmi-misjonarzami w dość modnej restauracji, sieciówce, która moim skromnym zdaniem ostatnio już "leci na opinii". Być może właśnie na marce zarabia więcej niż na jakości (jeśli się to nie kłóci, nie znam się na marketingu). Ale tuż obok, jak słusznie i celnie zauważa We. (przyjezdny i gość w tym mieście), jest dworzec, gdzie spotkasz zasikanych bezdomnych. To zresztą część marki tego dworca.

We. i Wi. zamierzają pobrać się w kwietniu. A. zapytała ich o plany. Mówimy po angielsku, żeby We. mógł uczestniczyć (jest

poniedziałek, 4 grudnia 2017

Męskość

Ponad czterdziestu mężczyzn, kilka tematów, dwie doby. Formuła spotkania jest prosta i powtarzalna: rozmowy - trochę zagajane, moderowane. Nie byle jakie, nie powierzchowne, nie o hobby i sporcie, lecz wychodzące z przekonania, że my - mężczyźni - musimy coś ze sobą zrobić, żeby nie być niewolnikami swoich masek, zobowiązań, uzależnień, obcych tożsamości. 

Że nie jest dobrze. Nie: z nami. Ale: nam! Nam nie jest dobrze z samymi sobą i w tym, co nas na co dzień otacza. Co zrobić, żeby patrzeć w lustro dziś lub za dziesięć lat i myśleć: jestem świetnym facetem. Wiem, dokąd idę i to jest dobry kierunek. Dobrze walczę. Z moich porażek wychodzę silniejszy. Jestem kochany za to, kim jestem. Jestem użyteczny, jestem podporą i ostoją. Jestem sobą.

To zjazd męski, na którym byłem w ten weekend. Polecam! Co, zjazd? Niekoniecznie. Właściwie polecam mężczyznom innych mężczyzn. Przebywanie z nimi, rozmowy z nimi i wspólne robienie czegoś, co mimochodem zacieśnia więzi. Jeśli w głębi duszy (bo otwarcie nikt z nas się do tego nie przyzna!) uważasz, że twoja męskość jest cherlawa lub niekompletna, to szukaj męskich relacji. Męskość rozwija się tylko wśród innych mężczyzn.

niedziela, 3 grudnia 2017

Stokroć

Sześciuset znajomych na fejsbuku, właśnie dostałem automatyczne gratulacje (czy to w ogóle powód do gratulacji?). To dużo, czy mało? Dla mnie dużo. A to (prawie) wszystko ludzie, których poznałem kiedyś osobiście, a więc przynajmniej uścisnąłem rękę, powiedziałem "cześć" lub "dzień dobry". Wielu z nich znam bliżej. Największą grupą wśród tych sześciuset są chrześcijanie - osoby, które w jakimś momencie postanowiły bez kompromisów pójść za Jezusem, właściwie zaczęły nowe życie. 

No i co z tego? To, że są moimi braćmi i siostrami. A co z tego? To, że w tym nowym życiu mamy wspólnego Tatę, wspólnego króla, wspólne cele i wiarę, wspólne ideały, nawet wspólne bitwy. W pewnym sensie, w pewnym stopniu jesteśmy jak żołnierze, którzy na froncie zaprzyjaźniają się na śmierć i życie. Kościół jest przecież taką drużyną, brygadą, w której jeden osłania drugiego. Przynajmniej taki być powinien: osłania, nie osłabia. 

Mogę oczywiście być samotnym strzelcem, wtedy nie ryzykuję, że ktoś wejrzy w moje wnętrze, a potem kopnie, gdy upadnę. Ale... samotni strzelcy (jakie poetyckie określenie) upadają częściej, a podnoszą się wolniej, trudniej i... rzadziej (to już proza). A zatem warto ryzykować otwartość, szczerość, angażowanie emocji, starań w sprawy tych ludzi, czyli kościoła.

Wracając do fejsbuka, jest pewien minus tego, że mam wśród znajomych tylu chrześcijan. Taka przewaga osób myślących podobnie może tworzyć zafałszowany obraz świata, na zasadzie "bańki informacyjnej" - sprytne algorytmy dbają o to, bym czytał, oglądał to, co mi się podoba; wpisy tych znajomych, którzy są "z mojej bajki". Z drugiej strony, nikt nie każe mi siedzieć na fejsbuku. 

Mogę natomiast traktować to w kategoriach świadectwa, cudu: że otacza mnie tylu szczerze życzliwych ludzi. Mówił Jezus: "nikt nie opuszcza domu, braci, sióstr, matki, ojca, dzieci i pól z powodu Mnie i z powodu Ewangelii, żeby nie otrzymał stokroć więcej" (Mk 10). Ja jeszcze nie opuściłem na dobre, a już mam stokroć więcej. Jeszcze tylko prześladowań nie ma, jeszcze widać niezbyt radykalny jestem.
Wielu ludzi postrzega kościół jako opresyjną organizację, która manipuluje ludźmi za pomocą systemu kar i sakramentów. I jest w tym, niestety, sporo prawdy. Ale nie było intencją Jezusa, Piotra, Jakuba, Pawła i innych - tworzyć takiego potwora. Nie tworzy go również żadna rada biskupów. Tworzymy go ty i ja przez osądzanie i kopanie leżących. A choćby i dziś, na fejsbuku, wśród tych sześciuset, czy ilu tam... Zamiast tego można docenić ich, wspierać itd.

piątek, 1 grudnia 2017

Talent

Urodzony handlowiec. U. bawi się z A. w sklep. U. ma już pewne doświadczenia, bo chodzi z mamą do "pani Malylki" po warzywa, owoce, dobry nabiał i... żeby wyłudzać krówki na ładne oczy.
- I co jeszcze mogę od ciebie kupić? - Pyta A.
- No, pomidolki. - U. siedzi za kasą i wykłada towar.
- A po ile?
- Yyy... pięćdziesiąt. - U. wali cenę z sufitu, ale co tam, ważna jest interakcja i ten dreszczyk, że coś zaraz opchnę mamie.
- Eee, to drogo. - Narzeka mama-klient.
- Mhm, taak. - Z szerokim uśmiechem potwierdza U. Ja się przysłuchuję i nie wiem, czy łapać się za czoło, czy za usta, by nie wybuchnąć śmiechem: urodzony sprzedawca, genialny handlowiec. Potrafi powiedzieć klientowi w twarz, że przepłaca i jeszcze się przy tym uśmiechnąć - tyleż uroczo, co bezczelnie.
Po chwili role się zmieniają: sprzedaje A., kupuje U.
- Ale Ulciu, musisz zapłacić tyle, co mi się należy, nie mniej. - Tłumaczy A. - Czy jak ja pójdę do pani Marylki i pani Marylka powie, że do zapłaty jest pięćdziesiąt, to ja mogę dać dziesięć i jest w porządku?
- Mhm...
- Ona ma talent do interesów, mówię ci. - Krzyczę ja z drugiego pokoju. - Ale mama, ma rację, Ula. Chyba że pani Marylka da na krechę albo okaże się być Arabem. I zacznie żądać, żeby się z nią targować. Ale wtedy mama przestanie do niej zaglądać.
Tą uwagą ściągnąłem U. do siebie. A chciałem mieć chwilę spokoju na dokończenie innej pracy. Swojego interesu nie dopilnowałem. A U. skrzętnie to wykorzystała.