- Tato, musisz mi zrobić samolocik!
- Z takiej wielkiej kartki? - Biorę do ręki arkusz A3 przyniesiony przez Fi.
- Tak.
- Ale wiesz, że to będzie taki wieeelki samolot?
- No... To zrób taki średnio-mały.
- Średnio-mały? Hm... to może z takiej? - Akurat pod ręką była kartka A5.
- Tak, z takiej zrób mi średnio-mały...
- Filo, a nie chcesz siku przypadkiem?
- Nie... - Rzuca prędko, przebierając nogami. - No więc z takiej kartki mniejszej zrób mi średnio-mały samolot, tylko zrób go... - Fi. cały czas przestępuje z nogi na nogę. - ...zrób go tak idealnie, szybko i... i... i bez sensu! - Pobiegł do toalety.
Już chciałem powiedzieć, że to jak w tym dowcipie firmowym: moje usługi są szybkie, tanie i dobre - wybierz dwa. No więc jak ma być idealnie i szybko, to musi wyjść drogo. Ale "bez sensu"?! No, czeski film! Zrobiłem ten samolocik, idealnie i szybko. I nawet to opisałem, bez sensu.
wtorek, 19 grudnia 2017
Bez sensu
poniedziałek, 18 grudnia 2017
Skórka
U. źle się czuje, przychodzi do kuchni z oczami biednego pieska, że aż żal mi się jej robi.
- Mamo, musisz mi dać jabłuszka.
- To się mówi inaczej, Ulciu. Pytasz: mamo, mogłabyś mi dać jabłuszka?
- Mamusiu, a dasz mi jabłuszka?
- Dam, oczywiście.
- Ale muszą być bez skórki.
- Aha... - Potakuje A., zajęta krojeniem czegoś. Włączam się ja:
- Ula, ale jak mama zdejmie skórkę? Jak to się robi, żeby się pozbyć skórki z jabłka?
- No, tego nie wiadomo, tato. - U. wzrusza ramionami. - Nie wiem.
- Ale mama to potrafi? - Upewniam się.
- Mhm, taak!
Widocznie dla takiej wiary żadnych dowodów nie trzeba, więc wątek się urywa, a jabłka za chwilę lądują na stole, przed nosem U.
czwartek, 14 grudnia 2017
Wybór
Dwie butelki. Nie mogę zdradzić, od czego te butelki, bo podpisałem oświadczenie. Na wstępie powiedziałem, że tej marki nie piję, ale to im nie przeszkadzało. Nie pytali też, dlaczego. A szkoda... Pytali za to, która butelka mi się bardziej podoba. Dlaczego? Napisałem, dlaczego. Następne pytanie: dlaczego jeszcze? Milczące założenie chyba było takie, że przy pytaniu pierwszym nie wyjawiłem wszystkiego. A więc nie doceniają mnie... mnie!
A propos doceniania, w zamian za dziesięć minut badania dostałem butelkę mydła adidasa. Odwróciłem się już na pięcie, ale zawahałem się:
- Wie pani, a może zamiast tego...
- To jest mydło, dobre, adidasa...
- Wiem, widzę, ale jak czytam skład chemiczny, to wolałbym tę czekoladę. - Odchyliłem się i pokazałem palcem na drugą półkę, za plecami pani ankieterki. - W skali od jednego do pięciu: pięć, zdecydowanie wolałbym.
- O, przykro mi, ale dla mężczyzn mamy mydła.
- Aha... - Podrapałem się w głowę umytą przedwczoraj. - No to trudno, dziękuję, do widzenia.
- Do widzenia...
- Wie pani, a może zamiast tego...
- To jest mydło, dobre, adidasa...
- Wiem, widzę, ale jak czytam skład chemiczny, to wolałbym tę czekoladę. - Odchyliłem się i pokazałem palcem na drugą półkę, za plecami pani ankieterki. - W skali od jednego do pięciu: pięć, zdecydowanie wolałbym.
- O, przykro mi, ale dla mężczyzn mamy mydła.
- Aha... - Podrapałem się w głowę umytą przedwczoraj. - No to trudno, dziękuję, do widzenia.
- Do widzenia...
Wyszedłem na ulicę z niejasnym przeświadczeniem, że w takim razie te czekolady musiały być dla kobiet! A zatem, wnioskując dalej, mężczyźni są niedomyci, zaś kobiety... niedopieszczone. Nie może być mowy o pomyłce. W końcu zdecydowała o tym firma badająca rynek. A rynek wie o nas wszystko. Choć nie wszystko o kształcie butelek.
środa, 13 grudnia 2017
Niezaglądalny
Jedziemy Żołnierską, teraz tam robią trasę dwujezdniową, po dwa pasy. Taka, która, o ironio, pozwoli kierowcom jeszcze szybciej dołączyć do korków w okolicy węzła Płowiecka. Ale wygląda imponująco, chwali się. Po bokach oczywiście ekrany. Ekrany, za którymi... las rozciąga się daleko i poligony. Nie znam się, ja z Bielan, z Ursynowa jestem. Ale tak już jest, że ten "koniec świata" najbardziej pociągający jest, by go poznać i opisać.
Ta sama dążność jest wyraźnie również u Fi., kiedy wygląda przez okno samochodu i mówi:
— A tam jest wieeelki las i pustkowie, a za nim ten świat, to znaczy nasz dom i Warszawa. A potem jest koniec świata i wysoooki płot.
— I, co Filu, potem już nie ma nic?
— Tak, już nie ma nic.
— A można tam popatrzeć? Za ten płot?
— Nie, bo ten płot jest niezaglądalny!
— Aha, to pewnie lepiej w ogóle się tam nie zbliżać.
— No, raczej tak...
wtorek, 12 grudnia 2017
Górnolotne
Drzwi zamknięte, historia powtarza się: U. złości się i chce do mamy.
- Ale mama wyszła z ciocią do kina.
- Nie chcę, żeby szła z ciocią do kina. -
- No ale wyszła, nie możemy teraz pobiec do niej. - Jak łatwo się domyśleć, stwierdzanie tego faktu mogło sytuację tylko pogorszyć. A jednak wciąż często wydaje mi się, że podawanie do wiadomości stanu faktycznego, z którym trzeba się pogodzić, pomoże... się z nim pogodzić. Nie, znów nie działa. Bo działać nie może. Dziwni są ludzie, w tym dzieci, w tym ja. Niereformowalni. Potrzebujemy tylko zauważenia; aby ktoś przywiązał wagę do naszych emocji. (Jakby to miało sprawić, że "rozlane mleko" wróci się do szklanki. Bez sensu.) Przypomniawszy sobie tę dziwną zasadę, powiedziałem U.:
- Czyli jest ci przykro, że mama wyszła?
- Tak!
- I jesteś też zła, że tak się stało?
- Tak!
- I tęsknisz za mamą?
U. jeszcze chwilę popłakała, po czym przyszła przytulić się i chwiejnym jeszcze głosem wyznała:
- Bo ja tęsknię za mamą.
- O, Ulciu, ja też tęsknię. Ale kocham mamę i dlatego chcę jej zrobić przyjemność. A dzisiaj przyjemność zrobi mamie to, że może wyjść do kina.
- Ale ja nie chcę, żeby poszła... - U. znów swoje, choć już spokojniej.
- No, wiem, że nie chcesz. Myślę, że jeszcze kiedyś nauczysz się, że czasem z miłości robimy rzeczy, które niekoniecznie nam się podobają. - Sam zdziwiłem się, jakie to górnolotne słowa wyszły z moich ust. Ale mimo to proste i... prawdziwe.
- Ale mama wyszła z ciocią do kina.
- Nie chcę, żeby szła z ciocią do kina. -
- No ale wyszła, nie możemy teraz pobiec do niej. - Jak łatwo się domyśleć, stwierdzanie tego faktu mogło sytuację tylko pogorszyć. A jednak wciąż często wydaje mi się, że podawanie do wiadomości stanu faktycznego, z którym trzeba się pogodzić, pomoże... się z nim pogodzić. Nie, znów nie działa. Bo działać nie może. Dziwni są ludzie, w tym dzieci, w tym ja. Niereformowalni. Potrzebujemy tylko zauważenia; aby ktoś przywiązał wagę do naszych emocji. (Jakby to miało sprawić, że "rozlane mleko" wróci się do szklanki. Bez sensu.) Przypomniawszy sobie tę dziwną zasadę, powiedziałem U.:
- Czyli jest ci przykro, że mama wyszła?
- Tak!
- I jesteś też zła, że tak się stało?
- Tak!
- I tęsknisz za mamą?
U. jeszcze chwilę popłakała, po czym przyszła przytulić się i chwiejnym jeszcze głosem wyznała:
- Bo ja tęsknię za mamą.
- O, Ulciu, ja też tęsknię. Ale kocham mamę i dlatego chcę jej zrobić przyjemność. A dzisiaj przyjemność zrobi mamie to, że może wyjść do kina.
- Ale ja nie chcę, żeby poszła... - U. znów swoje, choć już spokojniej.
- No, wiem, że nie chcesz. Myślę, że jeszcze kiedyś nauczysz się, że czasem z miłości robimy rzeczy, które niekoniecznie nam się podobają. - Sam zdziwiłem się, jakie to górnolotne słowa wyszły z moich ust. Ale mimo to proste i... prawdziwe.
poniedziałek, 11 grudnia 2017
Novum
- Filu, stop. Nie można rzucać w Ulę przedmiotami, krzyczeć tak, że uszy bolą i bić. To samo w drugą stronę, Ula nie może bić i wrzeszczeć na Fila.
- Oj, tato, przeszkadzasz mi.
- Wiem.
- Nie przeszkadzaj mi.
- Ja tylko pilnuję, żebyście się nie pobili. Pilnuję zasad, które od dawna są takie same. Zresztą Ula nie musi przecież bawić się w to, co ty wymyślisz i rozkażesz. Ale rozumiem, że mogłeś się zezłościć. Przecież nie zabraniam ci się złościć.
- Tato, nic nie mów. - Chce skończyć Fi. Może to już za dużo słów. Nie mam już nic do powiedzenia i... nie mówię. Tak, jak chciał.
- Tato, boli mnie brzuch, musisz się pomodlić o mój brzuch.
- A wybaczyłeś Uli, że nie chciała się z tobą bawić?
- Tato, ale ty musisz się pomodlić.
- No ale co z tego, że się pomodlę? Czy Bóg wysłucha kogoś, kto nie wybaczył swojemu bratu albo siostrze?
- Hm, tato... - Dąsa się Fi. dalej. Ale zastanowił się i nie powiedział nic więcej. Może przemyśliwał: cóż to za "nowa" reguła...
- Oj, tato, przeszkadzasz mi.
- Wiem.
- Nie przeszkadzaj mi.
- Ja tylko pilnuję, żebyście się nie pobili. Pilnuję zasad, które od dawna są takie same. Zresztą Ula nie musi przecież bawić się w to, co ty wymyślisz i rozkażesz. Ale rozumiem, że mogłeś się zezłościć. Przecież nie zabraniam ci się złościć.
- Tato, nic nie mów. - Chce skończyć Fi. Może to już za dużo słów. Nie mam już nic do powiedzenia i... nie mówię. Tak, jak chciał.
- Tato, boli mnie brzuch, musisz się pomodlić o mój brzuch.
- A wybaczyłeś Uli, że nie chciała się z tobą bawić?
- Tato, ale ty musisz się pomodlić.
- No ale co z tego, że się pomodlę? Czy Bóg wysłucha kogoś, kto nie wybaczył swojemu bratu albo siostrze?
- Hm, tato... - Dąsa się Fi. dalej. Ale zastanowił się i nie powiedział nic więcej. Może przemyśliwał: cóż to za "nowa" reguła...
niedziela, 10 grudnia 2017
Poukładane
- No i co z tego, że ładnie zakończysz swoje życie albo rok, albo jakiś etap. Co z tego, że wszystko podopinasz, poukładasz, spełnisz marzenia, zrealizujesz cele, zadbasz o bliskich itd.? - Mówił mi pewien znajomy. Nawet nie do mnie to, tylko o swoim doświadczeniu opowiadał, o swojej rozmowie z Bogiem. - I Bóg mówi mi: przecież przed tobą wieczność, inna perspektywa. Choćbyś miał bałagan...
Dalej słuchałem trochę jak przez słuchawki. I jakby w słuchawkach słyszałem inny głos: - No i co ty się tak starasz. Dokąd spieszysz? Co chcesz komu udowodnić. Dobrze, dobrze jeśli masz z tego radość. Ale, synku, bądź po prostu ze mną. Naprawdę "potrzeba niewiele albo tylko jednego". - I to było jak miód na serce. Siedziałem tam, a jakbym leżał. Myślałem coś, a jakbym trwał w zachwycie...
Subskrybuj:
Posty (Atom)