środa, 18 października 2017

Dyskoteka

Wyszedłem ze studia, drugi dzień z rzędu nagrywam – praca po pracy, rzadko mi się zdarza. Głowa mi trochę paruje, cieszę się więc na myśl o dziesięciu kilometrach do domu. Przewietrzę się, rozruszam na rowerze, tylko... ciemno jakoś się zrobiło. A przecież kabel od dynama mam przetarty, więc tylko z przodu świeci. Sama kamizelka – to trochę słabo jak na tę trasę: Chałubińskiego, Niepodległości... No to co? Tiger. Tam na pewno dostanę jakieś świecidełko.

I oto jest! Kula dyskotekowa, mała, kilka centymetrów. Tego mi było trzeba. Staję w kolejce. Jakaś klientka, nad wyraz wesoła, uśmiecha się pięknie i nawet podryguje w rytm "My Baby Just Cares For Me". Zawsze w tym sklepie grają lata 60. Klientka ma jedną wadę (o której wiem): stoi przede mną i trochę wydziwia przy kasie. Ale w końcu moja kolej: płacę, wychodzę i montuję kulę dyskotekową na bagażniku. Och, wybornie. Teraz wszyscy będą mnie widzieć, na zmianę na: czerwono, żółto, zielono, niebiesko. A w dodatku... mam prezent-niespodziankę dla dzieci!

U. wita mnie w przedpokoju. Mówi mi, zadowolona:
— Mam dla ciebie coś, zobacz! – I daje mi pieska pluszowego.
— Och, dziękuję! A ja też mam coś dla ciebie! Właściwie dla was...

wtorek, 17 października 2017

Upadły

Pojawiły się hasztagi #metoo #jateż, będące deklaracją w rodzaju: "byłam przedmiotem nękania lub napaści na tle seksualnym". W pierwszym momencie pomyślałem: odważne – to jakby pokazanie na sobie jakiegoś stygmatu. W drugim momencie: no nie! Przecież jest odwrotnie: to sprawcy powinni być stygmatyzowani, nie ofiary.

Nie ma i nie powinno być nic wstydliwego w mówieniu: mnie też kiedyś ktoś dręczył. To nie jest przyznanie się do słabości. Jest to raczej wytknięcie palcem, alarmowanie, piętnowanie, pokazanie skali problemu społecznego (ilu ludzi to dotyczy). Owszem, wymaga odwagi nazwanie rzeczy po imieniu.

Najlepiej nazywać zło złem wcześnie; kiedy jeszcze wygląda "niewinnie", tak jak w tej kampanii społecznej [WIDEO]. To, co kończy się gwałtem, zaczyna się jako seksistowskie żarty lub wulgarne przezwiska. Łatwo (zbyt łatwo, niestety) wyobrażam sobie,

poniedziałek, 16 października 2017

Niespodzianka

— Aha, to dla Ani? – Upewniam się.
— No, tak...
— A myślałem, że go sięgnęłaś dla nas, żebyśmy się przykryli. Dopiero patrzę: nowy wzorek, nowa metka. Ładny...
— Tak?
— Pewnie. Dobry miałaś pomysł. – Chwalę. A. chowa koc z powrotem do szafy. I kładziemy się "na chwileczkę". A. zaliczyła dziś kilka kursów rowerem z przyczepką z dziećmi. Ja nie tak fizycznie zmęczony, ale głowę mam ciężką: od dwunastu godzin gdzieś w drodze, w pracy. Dużo miałem dziś w Instytucie, potem jeszcze wywiad w Radiu...
Pika domofon.
— Ula, słyszałaś?
— To babcia Ania!
— Tak! Biegnij ją przywitać! – Na boku: – He he, poszła. – I dalej leżymy, zmęczeni, nie do życia. An. otworzyła, weszła.
— Babciu Aniu! – Słychać z przedpokoju. – Mamy w szafie dla ciebie... – Zaczyna U. Ale chyba się zreflektowała, biegnie tu z powrotem. – Mamo, możemy otworzyć szafę?
— Nie, musimy poczekać...
— Nie! Nie musimy czekać!
— Ale dziś nie ma urodzin babci. Babcia ma urodziny w sobotę. – Tłumaczymy. U. przemyślała sprawę. Posmutniała, chyba się pogodziła. Biegnie po raz trzeci – znów do An.
— Mama powiedziała, że nie możemy otworzyć szafy!
Śmiejemy się. Ja mam komentarz w dwóch słowach:
— Mistrzyni niespodzianek... 
— Chyba to ma po babci.

niedziela, 15 października 2017

Klauzula

Sprowokowała mnie petycja w obronie klauzuli sumienia. Tym razem chodzi o farmaceutów. Nakazywać im, by sprzedawali w aptece wszystko, nawet gdy to uważają za złe, to tak jakby nakazać redakcjom wszystkich tygodników, by w każdym tytule i w każdym numerze znajdował się np. pean na cześć partii rządzącej.

Jeśli chcę kupić tabletki na gardło i nie ma ich w jednej aptece, idę do drugiej (przykład z życia, zaliczyłem kiedyś sześć aptek, aż znalazłem). I nie oczekuję, że "ktoś z tym zrobi porządek". Bo co? Bo w każdej aptece powinny być te tabletki, które ja chcę, żeby były? To są prywatne interesy, litości!

Mamy wolne społeczeństwo, ścierają się w nim różne wartości, a ich wyznawcy mają dwie drogi wpływania na rzeczywistość:
1) od góry: przez zmiany prawne i państwo, które zabrania, przyzwala lub promuje pewne zachowania.
2) od dołu: edukacja, propaganda... i po prostu aktywna postawa zwykłych ludzi, którzy dane wartości podzielają.

Często pierwsza droga jest zbyt trudna lub nieadekwatna. Wówczas pozostaje liczyć na ludzi, którzy będą właściwe wartości dobrze rozumieć, szanować oraz postępować w zgodzie z własnym sumieniem - w domu, w pracy, w przestrzeni publicznej. Gdy tej drogi wpływu zaczyna się zakazywać, to znaczy, że jedna ze stron sięgnęła po brudne chwyty.

sobota, 14 października 2017

Przyjdź

Nie do narodu, grodu, rodu
Przyjdź do mnie - od spodu
Nie, gdy wielki tłum i bum, i szum
Przyjdź do mnie teraz, tu
Nie jako wyższy byt, tajemny ryt
Przyjdź, rozwiewając mit
I wstyd jak kroplę w ogień wrzuć
Przyjdź, piecz i studź
Pst - tak szybko bliźni bliźni się
To Ty - przyszedłeś więc...

piątek, 13 października 2017

Zabawa

Dzień olesiński. Sami na gospodarstwie. Poszedłem do sąsiada. Kopa jaj. Po drodze obstępują nas indyki. Kury trochę bardziej bojaźliwe. Wracamy do domu. Wracam myślami do Warszawy, czy wszystkie obowiązki wykonane? Audycje zmontowane? Tak. Dyżury na niedzielne nabo ustawione? Tak. Powinienem być zadowolony. Czy mogę się położyć? – "Połóż się. Rzadko tak leżysz bezczynnie". – Łaskawie zachęca A. Powinienem być zadowolony. Gdybym mógł robić cokolwiek, to co bym chciał? Co za dzień, nawet tego nie wiem, skołowany.

Fi. niechcący wdepnął w pudełko od gry. Jak to dziecko, nieuważnie. Jak to on, chwiejnie drepcząc w miejscu.
— A! No zobacz! Jestem wściekły. – Ściszam głos. – No co za chamstwo: przyjść w gości i zepsuć coś. Wiem, że niechcący, ale będziesz się tłumaczył cioci. – Fi. popatrzył, popatrzył i pobiegł na górę. Nie nakrzyczałem. Ale może za mocno powiedziałem.

Teraz czuję się jeszcze bardziej tak, jak się czułem przed chwilą. Jak to nazwać? Teraz dopiero jaskrawo widzę: pokoju nie ma we mnie, ani radości, ani też nie umiem sprawiedliwie podejść do sprawy, sprawiedliwie to znaczy: prawo, uczciwie plus wyrozumiale, łaskawie, miłosiernie, nieprędko okazując gniew. Zatem nie ma trzech: sprawiedliwości, pokoju, radości. Tych trzech, które oznaczają boże Królestwo – taki Eden tu i teraz. Jak ten raj przywrócić w sobie i wokół siebie?

Pytam tak Tatę; On, Bóg mówi:
— Najpierw bądź wdzięczny. Dziękuj. – Dziękuję za różne rzeczy. On na to: – Ale za co? W tym nie ma serca. Dziękuj za coś, co naprawdę przynosi ci radość.
— Przynosi radość? Kurczę, już zapomniałem. Zapomniałem! Chwilowo tylko. Ale szczerze, na ten moment... nie wiem. Przychodzi Fi. i szuka czegoś, znalazł — dzwoneczek. Wraca teraz tam, skąd przyszedł i dzwoni, i jest zadowolony. I już wtedy wiem. Zabawa! Od tego trzeba zacząć...

czwartek, 12 października 2017

Samoobrona

- Czekaj, tu kolejka była. - I wcisnął mi się.
- No i teraz ja jestem. - Wyjaśniam. Już na wstępie zdenerwowany, że tak się gburowato odezwał i jeszcze na "ty" do mnie. 
- Aha, jasne... Jedna jest kolejka. Teraz ja. 
- Jaka jedna? Dwie! - Próbuję tłumaczyć. Ale facet, może młodszy ode mnie, kupował już bilet. Myślę: nie będę się przecież pchał po chamsku. Cisnąłem ze złością książkę pod okienko. Gość żachnął się z pogardliwym grymasem. 
- Są tu dwie, czy jedna kolejka? - Dopytuję głośno kasjerkę, żeby przez szybę przeszło. 
- No mówię, że jedna! 
- A mnie nie obchodzi, co pan mówi, ja panią w kasie pytam... - Ale bez odzewu. No to jak jedna, to przechodzę do drugiego okienka. 
- Chyba pan żartuje. - Obrusza się zaraz jakaś pani. Ale przynajmniej się uśmiecha. - No niech pan spojrzy, jest jedna kolejka. 
- Ale jak podchodziłem, były dwie, znaczy trzy osoby po lewej i jedna po prawej... - Wreszcie byłem następny i kupuję bilet. Pani kasjerka uśmiecha się i pyta:
- I czemu pan tak książką rzucił? 
- Bo mnie ludzie wkurzają. Że jedna kolejka. A tu zawsze kilka było. 
- No, dziś jest jedna. - Bezproblemowo odparła pani w ciemnozielonej kamizelce Kolei Mazowieckich. 
A ja jeszcze kilka dobrych chwil nie mogłem myśleć o niczym innym. Bezczelni byli! Ale ja też mogłem popełnić błąd. Kolejka bywa też jedna do trzech. Ale bywają oddzielne. Sama kasjerka przyznała. Mogłem się przepychać. Nie, to dziecinada. Mogłem mniej się złościć. Ale znów: cóż ze złością zrobię, takie emocje! Normalne. Coś jak samoobrona. Nie ma regulatora mniej-więcej. Można najwyżej się powstrzymać z ekspresją, nie atakować. Tak, może wyszło jeszcze nie najgorzej... Takie "wystarczająco dobrze" - dobre na każdą okazję...